piątek, 22 maja 2009

Się ruszyć trza...

No fakt, nie pisałem trochę. Moja wina, konkretnie mojego zwierza - lenia. Ale, ale. Zaczyna się coś dziać, warto dać znać, że jeszcze żyję.

Na pierwszy ogień idzie tatko. Z opisu na gadu-gadu domyślił się "co mi się marzy" i miałem pogadankę. W sumie dobrze, bo wiem, że mnie nie zamierza zamordować :p Powiedział, że mamie na razie nic nie powie, mam względny spokój. Trochę zagubiony w tym wszystkim się wydaje, nie mniej niż ja... Ale wolę żeby sam doszedł do rozwiązania niżbym ja miał mu gadać o wszystkich szczegółach sprawy.

Druga, najważniejsza właściwie sprawa to fakt, że kilka dni temu bylem na pogadance u psychologa. Psychologa zorientowanego w temacie mojego problemu. Powiedziała kilka ciekawych rzeczy, kilka mniej ciekawych, ale najważniejsze jest to, że zaproponowała terapię. Terapię, która jednoznacznie odpowie "po której stronie płci stoję". Nie powiedziałem tak, nie powiedziałem nie. Stwierdziłem, że się odezwę. I po weekendzie tak zrobię. Myślę, że ta terapia mi się przyda.