niedziela, 27 września 2009

Dobrze się dzieje

Moja Piękna jednak nie jedzie do Londynu. Studia jej nie pozwalają, nie chcieli się z nią ugadać. Dla mnie super :P Od razu lepiej się czuję jak wiem, że "mam ją przy sobie".
Mam wrażenie, że terapia przynosi rezultaty. Choć czasem mam jeszcze doły jak stąd do Krakowa, czuję, że jest lepiej. Małymi kroczkami dojdę do równowagi psychicznej i mogę zaczynać terapię "właściwą" :) Tym bardziej, że Piękna znalazła "kogoś od ts" bezpośrednio w Trójmieście. Tylko nie wiem dokładnie czy to ktoś kto może poprowadzić mnie od początku do końca czy osoba tylko "tak, jest pan taki i sraki proszę się zgłosić do pani/pana cośtamcośtam". No zobaczymy z czasem. Póki co przygotowania do rozpoczęcia roku akademickiego. Psychiczne przygotowania rzecz jasna ;)

Btw, czwarty post w tym samym miesiącu... To się rozpisałem...

czwartek, 17 września 2009

A teraz chwila wytchnienia

Cały tydzień gdzieś biegałem. W poniedziałek robiłem badania, we wtorek byłem w ZUSie złożyć papiery, w środę składałem indeks, dziś byłem u endokrynologa i psychologa.
Egzamin zdałem bez problemu. Oddając indeks pani z dziekanatu powiedziała do kogo można się zwrócić żeby walczyć o utraconą specjalizację. Tyle, że ja nie jestem przekonany do tej walki, wątpię, że coś da.
Z kolei pani doktór stwierdziła, że przeciwciała nie zawsze są podwyższone, że mam zmniejszoną tarczycę i mam to Hashimoto i kropka. Jesoo... A już myślałem, że chociaż te tabletki da się w dłuższej perspektywie odstawić. Teraz tylko pozostaje problem czy mogę z tym cudem przejść wszystkie operacje... Na logikę powinienem móc, ale cholera to wszystko wie. Samej doktor z kolei nie będę tak na pałę pytał. Bez przesady...
Jutro będę się cały boży dzień byczył przed kompem, muszę sobie odbić te wyjazdy :P

niedziela, 13 września 2009

Ja naprawdę nie mogę bez niej żyć...

Niby rozstaliśmy się za obopólną zgodą, na jasnych zasadach... Niby cały czas mówimy o powrocie do siebie, bo to mi ani trochę nie pomaga w układaniu sobie we łbie... Ale gdy dowiedziałem się, że Ona może wyjechać za miesiąc do Londynu na całe pół roku - spanikowałem. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że będzie dzielić nas pół Europy, nie będę mógł się z nią widzieć ani nawet zadzwonić. No chyba, że odziedziczę po kimś nagle majątek. Jasne, pół roku to nie wieczność, ale dla mnie na taką wygląda. Z jednej strony zrobiłbym wszystko żeby nie jechała a z drugiej zdaję sobie sprawę, że Ona zawsze chciała tam jechać i to dla niej szansa żeby podszkolić się w języku (choć i tak jest w nim bardzo dobra). Kompletnie nie wiem co robić, czuję się totalnie bezsilny w obliczu nadciągającego huraganu...

czwartek, 10 września 2009

No i moje Hashimoto...

... wygląda na bzdurę :) Wszystkie przeciwciała są w normie, teraz tylko oficjalnie potwierdzić to u endokrynologa. To za tydzień. Jutro poprawka. Jaaak mi się tego pisać nie chce, już nie mówiąc o nauce. Ale jak trzeba to trzeba, nie będę sobie roku uwalał.

Aha, moje usprawiedliwienie dla niepisania - miałem wybitnie zły humor przez jakiś czas a powiedziałem sobie, że to nie będzie blog o smutach. Więc nie pisałem. Teraz czuję się w porządku (nie licząc lekkiego wkurwu na antywirus, który chciał mnie pozbawić WoWa), więc notka wylądowała. To tyle ;)