niedziela, 24 stycznia 2010

Będę walczyć

O siebie. Ze złymi myślami, z urojoną depresją, z tymi wszystkimi, którzy za myśl przewodnią życia postanowili uprzykrzyć mi moje. Już myślałem, że po tej wizycie u psychologa się nie podniosę, że nie będzie tutaj nic więcej do napisania. Na moje szczęście moja najważniejsza i jedyna Przyjaciółka postawiła mnie na nogi. Z małą pomocą jednej piosenki. Tak, muzyka ma moc ratowania mnie od myśli samobójczych.

Dostałem w międzyczasie pierwszego w życiu kosza... Ale takiego dziwnego, bo nie "spadaj i nie chcę cię znać" tylko "potrzebuję cię, ale nie w takiej roli". No cóż, dostosuję się. Za bardzo mi zależy na tej znajomości żeby uciekać. Znów. Na dodatek ciągle odkrywam, że od jakiegoś czasu była "gdzieś obok" tyle, że nie zdawałem sobie z tego sprawy. Słyszałem o niej, rozmawiałem o niej, myślałem o niej, ale nie miałem bladego pojęcia, że to akurat Ona. Przeznaczenie? Nie wiem.

I dostałem dziwnego maila na niemal nieużywany już adres. Ktoś chce w moje życie "wprowadzić uśmiech". Podobno się znamy, ale rzeczona osoba nie raczyła się przedstawić. Zobaczymy czy się odezwie...

sobota, 16 stycznia 2010

Z serii: głupotki codzienne

Odkryłem ostatnio, że nie mam już co na tyłek założyć, więc wybrałem się po spodnie. W niewielkim sklepiku grzecznie poprosiłem męskie jeansy. Wszystko ładnie pięknie, pani podała, przymierzyłem wybrałem, cały czas byłem "panem klientem"... Ale jak przyszło do płacenia wolałem uprzedzić, że karta na "nie-to-imię" jest moja. Sprzedawczyni popatrzyła na mnie przez moment po czym odpowiedziała "rozumiem" i... wciąż byłem "panem klientem". Zaprawdę powiadam wam, pierdoły potrafią wprawić w dobry nastrój :)

A że mam totalny rozstrój emocjonalny to inna sprawa i sam jestem sobie winien. Niech mi ktoś fundnie kurs medytacji cobym się uspokoił. W sam raz na sesję...