sobota, 13 marca 2010

Po prostu

Tak długo się zbierałem do napisania tu czegoś, aż zapomniałem o czym właściwie miałem pisać :P

No, ale nic tam. Jest dobrze. Jak to było w piosence IRY - "Otwieram oczy i biorę się w garść". Zostały mi dwa spotkania u psycholog, będę musiał sobie radzić sam. Nie będę już miał wymówki, trzeba się będzie wziąć do działania ;) I pierwsze co zrobię to kupię jej wielką bombonierę, należy jej się za to co się przy mnie wymęczyła. A potem? Zobaczymy. Zobaczymy co się wydarzy.

Porównując trzy stany - bycie samemu, bycie w związku i pragnienie bycia w związku - stwierdzam, że najbardziej "męczy" emocjonalnie ten trzeci. Tak, nie, może, kiedyś, jakoś, dlaczego, po co, na co... ech. Bez tych wszystkich myśli jest po prostu lżej. Będzie co ma być, jeśli jest mi pisane dzielić z kimś życie, to tak będzie. Jeśli nie - trudno. Bycie samemu też ma swoje dobre strony. Zdążyłem zapomnieć jak to jest. Zdążyłem zapomnieć, że może być dobrze, że nie potrzebuję tabunu ludzi wokół siebie, że kot też potrafi przytulić... Drewutnia? Nie. Do niej drzwi są już dawno zaryglowane. Po prostu żyję. Po swojemu. Dla siebie. Wśród ludzi, razem z nimi, ale dla siebie.

Chciałbym jeszcze nawiązać do ostatniego komentarza na moim blogu - strasznie korci mnie żeby się dowiedzieć, kto twierdzi, że tak dobrze mnie zna, bo podpis nic mi nie mówi...