poniedziałek, 28 czerwca 2010

Wakacje, znów mamy wakacje!

Żeby nie było, że notka w odpowiedzi na komentarz - i tak miała być dzisiaj. Dziękować za gratulacje i życzenia, ale wakacje i tak spędzę przed komputerem ;) No, w sumie całe to nie, ale będę tu przesiadywał, grał, pisał i marudził. Ale, że się robię groźny... Ciekawie, ciekawie. Zapamiętam to :P

Chciałem się zapisać dziś tam gdzie miałem w planie a tu zonk - Bojarska jest na wakacjach. Bu. Co prawda, są jeszcze 3 inne postaci, ale ona została mi polecona to poczekam aż wróci ze wywczasów. W międzyczasie znajdę sobie inne zajęcie. Ot, na przykład nadrobię zaległości książkowe. Albo będę dalej grać :P Albo wyjdę na spacer. Albo zapakuję się w pociąg gdzieś. Albo... e, nie powiem ;)

Perfekcjonizm domaga się wyższej średniej. Powiedziałem mu dobitnie i stanowczo - goń się. Obraził się i się nie odzywa.

Sukces miesiąca - kupiłem płatki śniadaniowe Fitness i olałem fakt, że grupą docelową tego produktu są wiecznie odchudzające się kobiety. Do niedawna jak ognia unikałem rzeczy/miejsc/czegokolwiek co mogło skojarzyć mnie z kobietą. Dziś, widząc na opakowaniu tekst "Program 14 dni. Gotowa na bikini?" zacząłem się śmiać wyobrażając sobie siebie w takim stroju. I mam wrażenie, że reakcja znaczącej większości znajomych byłaby taka sama. Nawet ci, którzy "nie do końca wiedzą o co chodzi" nie mogą wyobrazić sobie mnie w damskim ciuchu, co dopiero w bikini. Wiem, bo próbowałem ich zmusić do takiego wyobrażenia, kończyło się rechotem ;) A te płatki są smaczne, no. I były w promocji.

Zauważyłem, że używam strasznie dużo wielokropków... za dużo... O czym to świadczy?

środa, 16 czerwca 2010

Hm, no to mam dylemat

Skoro Kasia mi zabrania dedykować notki komukolwiek innemu... Kasieńko droga, przed innymi też chcę się wykazać czasem. Gdybyś nie była ważna to byś adresu tego bloga nie dostała po prostu :P

Jak widać dorwałem się do nowego edytora szablonów na Bloggerze. Ten wygląd może trochę rozlaźnięty, ale bardziej mi się podoba od poprzedniego. Jeszcze pewnie jakieś szczegóły dopracuję jak będę miał chwilę przy tym usiąść.

Do rzeczy. Przede mną jeszcze jeden egzamin, tak po ilości materiału i rodzaju testu patrząc, najtrudniejszy. Na razie wygrywam z sesją, to ostatnie starcie powinno dobrze wypaść też. Co prawda trochę mnie denerwuje myślenie gdzieś połowy roku, że z tego egzaminu czeka ich wrzesień, że masakra, że tego nie przeżyją i w ogóle co oni na tych studiach robią... No właśnie - co? Przyjdą, posiedzą, zaliczą kolokwium i zadowoleni. Jeśli coś ktoś od nich chce więcej to płacz. Jeśli przyznam się, że sam z własnej woli wyszukałem coś, przeczytałem, obejrzałem to zaraz wielkie zdziwienie po co mi to. A po Gucio. Chcę być psychologiem, socjologiem, nie chcę kończyć na magisterce. To co studiuję mnie interesuje. Jeśli ich nie to już nie mój problem, ale ja nie mam zamiaru się do nich dopasować. Robię swoje.

Parę dni temu coś mi odbiło. Zapisałem się na newsletter, czy tam kurs e-mailowy na temat sukcesu w życiu czy jakoś tak. Przy potwierdzeniu wyświetliły mi się trzy inne biuletyny. Kliknąłem. Potem znów... I w ten sposób zapisałem się na kilkanaście kursów o zarządzaniu czasem, Prawie Przyciągania, asertywności i rozwoju osobistym. Zaplątał się tam nawet kurs szybkiej nauki języków obcych i jak otworzyć własny biznes... Jasne, że wiem, wszystkie z nich są mniej więcej o tym samym. Poczytam sobie po sesji, może się czegoś ciekawego dowiem... A z tych nudnych mogę zawsze zrezygnować :P Na razie, po raz kolejny, dowiedziałem się, że marnuję czas na bzdury (to to ja wiem i bez kursów). Zatem, coby płaczu za tydzień nie było - wracam do nauki a kolejna notka po sesji.