czwartek, 29 lipca 2010

Panowie i panie - zaczynamy!

Wczoraj byłem w tej poradni seksuologicznej. Relacja byłaby wczoraj, ale dopadł mnie niesamowicie dobry humor i postanowiłem poświętować ;) Z tego można wywnioskować, że wszystko jest na jak najlepszej drodze, ale zacznijmy od początku...

Sama wyprawa rozpoczęła się naprawdę niezłym korkiem na mieście. Już na miejscu, razem z moją Piękną i jej przyjaciółką, chyba z pięć razy okrążaliśmy kilka marnych bloków, bo moja dziwaczna pamięć zapamiętała pół adresu starego i pół adresu nowego. A ja głupi nawet nie wziąłem ze sobą numeru telefonu do poradni. Skończyło się na tym, że w akcie desperacji połączyłem się z ich stroną internetową przez telefon i z dziesięciominutowym opóźnieniem zawitaliśmy na miejsce. Pierwsze wrażenie - bardzo pozytywne. Pani Dułak miła, otwarta osoba. Cała moja skrupulatnie układana w głowie przemowa poszła w diabły, więc powiedziałem prosto z mostu o co chodzi co zostało skwitowane mniej więcej tak "rozumiem, jakieś drugie imię? I jak najlepiej się zwracać?" Niewiele myśląc wybrałem tą "nową" właściwą formę ;) Znów przyszło mi opowiadać całą "historię mojego życia", napomknąłem o poprzedniej terapii, wszystko w miłej atmosferze. Oczywiście było parę momentów w stylu "a może pan nie chce być po prostu lesbijką?" No jasne, że nie chcę, przecież jestem facetem :D Mimo, że szczegóły terapii znam, o "różnych płciach" też się naczytałem, słuchałem grzecznie żeby nie wyszło, że tak właściwie to ja tu tylko dlatego, bo sam sobie opinii wystawić nie mogę ;) I teraz najważniejsze - są w stanie zająć się naprawianiem mnie, do "momentu medycznego". Nie dopytałem czy to do momentu badań, do momentu pierwszej operacji, czy do momentu recepty na testosteron. Dowiem się za trzy tygodnie, bo wtedy mam następną wizytę. W każdym razie, będę miał opinię, będę miał zrobione testy... Oczywiście szybko zostałem uprzedzony, że to nie będzie tak na hura i ja muszę być pewny, i ona. Także - zaczęło się :)

A w związku z tym, chyba powoli czas zebrać się w sobie i zacząć pisać list do rodziców. Chcę ich wtajemniczyć w taki właśnie sposób, wiem co mama jest w stanie zrobić, więc chcę się przed tym zabezpieczyć. Pogadam z nimi normalnie jak z tym trochę pobędą sami.

sobota, 24 lipca 2010

Odkładałem tę notkę przez jakiś czas

No i chyba wyszło to na dobre, bo trochę informacji się nazbierało. No to teraz będę pisał...

Punkt pierwszy.
Wkurzyłem się lekko, bo Bojarska dalej na urlopie. Grzecznie zadzwoniłem wypytać co i jak i "ojej, jeszcze długo". Nie myśląc wiele zapisałem się do drugiej w kolejności poleconej osoby nazwiskiem Dułak. Na za tydzień. Zobaczymy co z tego wyjdzie, jestem optymistycznie nastawiony. Nawet jeśli mnie odstawią gdzieś do Łodzi to może chociaż dowiem się czegoś ciekawego.

Punkt drugi.
Kot dostał dziwnego zapalenia, papuga pod czujną obserwacją a bojownik gotuje się w akwarium. Te upały nie służą nikomu. A żeby schorzeń było dość, sam zmagam się z jakimś durnym niskim ciśnieniem przez ten gorąc. Siedzę i kawę co i rusz piję, jeszcze rok temu nie znosiłem jej. Dziś na szczęście pogoda normalniejsza (pod względem temperatury, bo wizualnie to to pada).

Punkt trzeci.
Drugi kierunek po raz kolejny diabli wzięli. Wykorzystam ten rok żeby coś zacząć w kierunku normalnego wyglądu. Bo łeb to ja mam normalny. Już, hehe ;) I jeśli dobrze pójdzie to ten blog bardziej zamieni się w miejsce "na jakim etapie jestem" niż dotychczasowe marudne przemyślenia.

Punkt czwarty.
Przypadkiem znalazłem w sieci stronę http://www.ftmtransition.com/. Poczytałem, pooglądałem... Nie, ja bym czegoś takiego nie urządził. Nawet jeśli wszyscy będą uśmiechnięci, stuprocentowo przychylni i w ogóle cud, miód, orzeszki. Chcę być postrzegany jako normalny facet, taki jak każdy. Chcę żeby jak najmniej osób wiedziało o mojej mniej fajnej części historii. Bo po co? Nie chcę nawracać świata, chcę normalnie żyć. Ale się facet mocno zmienił na tych hormonach, fakt. I w życiu bym nie pomyślał, że jest ts gdyby nie ta strona.

Punkt piąty.
Bawię się, po raz kolejny, listą ToDo. Raz wyjdzie, raz nie, ale to w sumie fajna zabawa. Takie wyścigi z lenistwem bym powiedział ;)

No. To by było na tyle.