poniedziałek, 29 listopada 2010

Myślisz, że sobie nie dam rady?

Dam sobie radę. Sam. Tak jak sobie "dawałem radę" zanim Cię poznałem, zanim dotarło do mnie kim jestem, zanim wylądowałem w szpitalu w ogóle. Jestem mężczyzną, nie jestem słaby wbrew temu co wszyscy myślą. Włącznie z Tobą. Zyskałem w ostatnich dniach nową Przyjaciółkę. I Siostrę zarazem, choć jeszcze nie wiem jak się z siostrami obchodzić. Nauczę się. Chciała mi pomóc, choć wiedziała, że nie może. Mimo wszystko, to było miłe. Pojechałem do domu. Zwierzyłem się mamie z tego co zrobiłaś. Zrozumiała mnie, przytuliła nawet. Mówiła, że pocieszać nie będzie, bo się pocieszyć nie da. Chociaż ona wie o co chodzi. Mówiła żebym zapomniał, żebym się otworzył na nowe i zapomniał o tym co było, że nie warto tkwić i rozpamiętywać... Wstyd mi, że tak o niej źle myślałem a ona cały czas po mojej stronie była, ja się jej nie znudziłem choć bywałem naprawdę okropny... Tylko ona w tym wszystkim miała rację. Powiedziałem jej, że od zawsze czułem się chłopcem, że modliłem się o to, żeby tym chłopcem się stać. W sensie ciałem. Sama zapytała, ja nie chciałem mówić tuż przed świętami. Poszła do pracy, ja siedzę teraz sam w domu i czekam co powie jak wróci. I idę dziś do kina na Harry'ego Pottera. Z bratem. Wieczorem. Jeśli ktoś mi kiedyś powie "kocham na zawsze", "nigdy nie zostawię", "będziesz zawsze dla mnie ważny" to nie tylko nie uwierzę, ale i wyśmieję. Straciłem sens, nadzieję i wiarę. Nie wierzę już w magię, nie wierzę we wszechmogącą moc "Miłości". Nie wierzę też w Twoje "wizje", nie sprawdzają się. Przynajmniej te dobre... Nie rozumiałem Przyjaciółki, gdy mówiła, że miłość już miała, że ślub już miała jeden mieć i drugiego nie będzie. Teraz już ją rozumiem. Niczego nie chcę, bo straciłem wszystko co było mi najdroższe. Po co mi pasja, jeśli mnie nie cieszy? Po co mi studia jeśli nie mam ochoty chodzić na zajęcia? Po co mi sny jeśli tylko wywołują złe wspomnienia? Poziomkowy kisiel zjadłem. Z osobami, które mnie kochają. W końcu, po to był kupiony. Dobry był. Jeszcze kiedyś go kupię. Nieśmiertelnika już nie noszę.

To nie jest notka żeby wzbudzić w Tobie żal czy poczucie winy. W końcu dam sobie radę. Przegrałem z lepszym i fajniejszym, żadna hańba przecież. Przegrałem z prawdziwym... Chciałem to z siebie wyrzucić jakoś. A że "nie masz czasu" się ze mną widzieć... Mam tylko jedno życzenie i jeden cel. Chcę żeby przestało boleć. Czekam aż przestanie...

czwartek, 18 listopada 2010

Oświadczenie usunięto

Ponieważ stało się nieaktualne. Już od kilku dni jest nieaktualne jeśli mam być szczery. Nie ma już osoby, dla której to pisałem, więc nie ma sensu żeby dalej wisiało na stronie. W sensie, dla mnie nie ma tej osoby... odeszła...

Błądząc po internecie wpadłem na to. Pasuje tu teraz...


Coś tu pewnie napiszę jeszcze. Kiedyś. Za jakiś czas...

sobota, 6 listopada 2010

Notka marudząca

Zalegam ostatnio ze wszystkim z czym da się zalegać, więc... zrobiłem sobie dzień bezproduktywnego wgapiania się w monitor. A co! A że z aktywnością tutaj też zalegam, postanowiłem trzasnąć jakąś notkę o niczym.

Co się dzieje? Nic szczególnego. Poza tym, że sprosiłem kilka znajomych osób (mających nikłe pojęcie o korekcie), popiliśmy trochę a Piękna cały czas twierdzi, że mówiłem z męskimi końcówkami. Tyle, że nikt potem nie pytał o nic, więc zakładam, że nic się nie stało.

No i gościu rozdający ulotki wyborcze z głosu domofonowego stwierdził, że jestem panem. A to się rzadko zdarza, także sukces. I nie, nie byłem po piwie/wódce.

A tak. Dowiedziałem się, że póki nie dorobię sobie fiuta a jestem z kobietą to jestem lesbą. Lovely. Ale to już jej problem w postrzeganiu, jej poglądy mam głęboko... gdzieś. Ale w takim wypadku niech nie sądzi, że będzie moją koleżanką a ja będę z nią rozmawiał ze szczerym uśmiechem.

U seksuolog przerabiałem ostatnio "ile to płci może być na świecie". No ok, fajnie, ale te wszystkie transgendery, obupłciowcy, żadnopłciowcy to nie moja bajka. Ja tylko chcę wyglądać tak jak się czuję, jak mówię, że coś kupiłEM/zrobiłEM/gdzieś byłEM to nie słyszę tego wątpliwego głosiku, nie czuję cycków pod koszulką, nie czuję gdzieś pozostałości talii (nadwaga rządzi!) i nie czuję tych paskudnych jajników z macicą w komplecie w środku. Tak, jeśli czegoś w sobie nienawidzisz z całego serca to czujesz tą obecność nawet jeśli tego nie widzisz. Ale film, który dostałem do obejrzenia był ciekawy - "No dumb questions". Reakcje trójki dzieciaków na to, że ich wujek "zostanie ciocią".

A ogólnie męczy mnie coś ostatnio i nie mam pojęcia co to. Czy to głupota ludzka, czy chamstwo jakieś takie, czy tupanie dzieci sąsiadów (względnie samych sąsiadów), czy to, że dni się jakoś zlewają w jeden nudny tydzień, czy ta ciemnica o 16, czy może szaleństwa w polityce... Zero motywacji, chęci, czegokolwiek. I jestem głodny. Choć jadłem. I jestem zbyt leniwy żeby pracować. Spać mi się chce?