poniedziałek, 13 grudnia 2010

Blog zamknięty

Do odwołania. Jak już mam być cipą, to będę nią do końca i wrócę skąd przyszedłem, tam, gdzie było moje miejsce.

"Całkowita samotność jest, być może, największą karą, jakiej możemy doznać. Wszelka przyjemność słabnie i znika, gdy jej doznajemy w odosobnieniu, a wszelka przykrość staje się bardziej okrutna i nie do zniesienia." /David Hume

czwartek, 9 grudnia 2010

Brak tematu. Bo tak.

Za tydzień minie miesiąc. Za tydzień minie miesiąc jak umarłem. Czuję się coraz gorzej. Na dodatek rozchorowałem się. We wtorek wyszedł nowy dodatek do World of Warcraft. Miał mnie cieszyć... Jasne, jest zajebisty jak to Blizzard, ale... no właśnie. Kolokwium pewnie zawaliłem, nie wiedziałem w ogóle o czym piszę, nie wiedziałem co czytam. Myślę o tym żeby przerwać wizyty u seksuologa. Niepotrzebnie wyrzucam kasę, perspektywa korekty płci wywołuje zerowy entuzjazm. Znaczy, chciałbym mieć tą pieprzoną literkę M w dowodzie, bardzo bym chciał. Tylko, że teraz mam wyjebane jakim imieniem kto mnie woła jeśli to nie Ona. I nie mam siły walczyć z całym pieprzonym światem i tłumaczyć mu, że nie jestem chory na umyśle czy zboczony. Kot jest w stanie na uszach stanąć żeby mi humor poprawić, chodzi za mną, przesiaduje na kolanach, leży w łóżku. A mnie to tylko wkurwia. Przygotowuję teczkę, w której schowam zdjęcia, listy, kartki, rysunki... Jak zrobi się cieplej pojadę na tamtą górkę i spalę to wszystko... Bloga też powinienem usunąć. Po co ja to w ogóle piszę? Jestem żałosny.

Jestem naprawdę żałosny. Robię rzeczy, które uważałem za totalną porażkę człowieka. Jestem po prostu nic nie wartym śmieciem. Może i dobrze, że mnie zostawiła. Przynajmniej wie jaki jestem słaby i co sobą reprezentuję tak naprawdę... Gdyby tylko wiedziała ile Ona dla mnie znaczyła... ile znaczy nadal... Co ja komu zrobiłem, że mam taką parszywą karmę...

Jeśli dziś się nie odezwie to będzie Ten Pierwszy Dzień Bez Kontaktu od dnia kiedy się poznaliśmy. Ja nie będę pisać, nie chcę zakłócać Jej szczęścia, nie chcę Jej dobijać jak to robię codziennie. I łudzę się, że to zmniejszy mój ból. Nic z tego...

Każdego wieczora zamykając oczy modlę się, by już ich więcej nie otworzyć... Nie wierzę, że się z tego podniosę.

Edit.
Jednak napisała. Tylko po to żeby przekazać mi, że jej luby jest właśnie po rozwodzie, więc w domyśle jest w tym momencie super szczęśliwa i zaczynają właśnie układać swoje nowe życie. Jak ja go nienawidzę... Jak ja siebie nienawidzę... Dlaczego zawsze ja muszę w ogólnym rozrachunku po dupie dostać? Co ja komu zrobiłem kiedy?

Przypomniał mi się Julian. Transseksualista, którego kiedyś Ona spotkała. Podejrzewam, że czuję podobnie jak on.

czwartek, 2 grudnia 2010

Jednak jutro mam wolne

Coś wypadło seksuolog i przeniosła wizytę na za tydzień. A już miałem gotową część testu, który miałem zrobić w domu. Nie chce mi się do niej iść... Ani robić badań... Nie mam po prostu ochoty. Idę, bo idę, dla zabicia czasu. Jeszcze mam go trochę.

Kolokwium zaliczyłem. Ledwo. Dziś była wejściówka, zjebałem. Za tydzień następne koło. Pierdolę je.

Jadę do domu na weekend. Moja mama jest kochana... Dzwoni do mnie, pyta o samopoczucie, wysłuchuje mnie, gdy mam coś do powiedzenia. Pierwszy raz od tak dawna naprawdę szczerze rozmawiamy, bez żalu, bez pretensji, bez krzyku, bez łez. Czuję się przez nią kochany... Czuję, że się okrutnie pomyliłem w osądzaniu jej. Naprawdę okrutnie. Rozmawialiśmy długo o tym co czuję, dlaczego "chcę być chłopcem". Mówiła, że łatwo jej nie będzie, ale dała do zrozumienia, że zawsze będę jej dzieckiem, zawsze będę kochany. Jak mówiłem, że chowałem się z tym, bo bałem się odrzucenia to mnie "wyśmiała", że sobie coś ubzdurałem i nigdy by tak nie zrobiła. Nie wie, że używam męskiego imienia gdzie tylko mogę. Nie prosiłem, by mówiła do mnie jak do chłopaka, sam też nie próbuję. Powiedziała, żebym jak najszybciej zrobił wszystkie badania (hormony, kariotyp, EEG...), ma nadzieję, że się okaże, że wystarczy podać "magiczną tabletkę" i wszystko wróci do normy, będę znów jej córką. Powiedziała, że jak się okaże co innego to wtedy będziemy rozmawiać co dalej. Chce się dołożyć do badań jakby mi brakło... Chce też porozmawiać z seksuolog na ten temat, bo sama o nim niewiele wie. Nie sądziłem, że tak dobrze to odbierze. W dodatku powiedziałem tylko jej, nie było przy tym ojca. Może to po trochu dlatego, bo przyznałem jej się do myśli samobójczych i wcześniejszej terapii "depresji". Powiedziałem, że już tych myśli nie mam. Tak, kłamałem.

To miał być blog na pozytywne rzeczy, pozytywne wiadomości. Miałem tu pisać będąc tylko w dobrym humorze. Muszę zmienić profil trochę, bo musiałbym zamknąć stronę. A czemu tutaj piszę? Bo chciałbym się wygadać a nie mam komu. To taki okres przejściowy między "mam z kim szczerze porozmawiać o absolutnie wszystkim" a "wracamy na stare śmieci i odświeżamy drewutnię".

Mama mówiła, żebym nie zamykał się teraz na ludzi, żebym spotykał się, wychodził. Łatwo powiedzieć, gdy nie ma się ochoty na nic. Gdy myśli się tylko o tym, że właśnie świat się skończył. O dziwo, przed 21 grudnia 2012...