piątek, 12 sierpnia 2011

Wróciłeeem!

Prawie już zapomniałem o tym blogu... Jakoś nie mogłem się zebrać żeby tu coś napisać, tyle się zmieniło... Na dobre, na lepsze... Najlepsze. Po pierwsze poznałem mnóstwo fajnych ludzi. Trochę za sprawą spotkań grupy "transnormalnych", na które chodzę regularnie, trochę za sprawą przyjaciół, którzy się dzielą swoimi znajomymi. Na samotność narzekać po prostu nie mam prawa :) Dowiedziałem się, że w okolicznych lasach są grzyby i to bardzo smaczne. Chrzan też jest, ale kamykami z rzeki ciężko się go wykopuje, hehe. Szlajamy się po parkach, kinach, grillujemy, pijemy i ogólnie odstawiamy cyrki. Choć z tymi cyrkami to bardziej ja, czasem sam się dziwię co potrafię wymyślić... I poniszczyć. Bywam panem zniszczenia, zwłaszcza gdy zapomnę się w zabawie z psem :P Nie, nie moim. Przy każdej możliwej okazji niańczę psy znajomych, uwielbiają mnie :D Kiedy już zdecyduję się na własną szczekaczkę będę dokładnie wiedział co robić i jak.

Zapisałem się do dr Robachy. W Gdańsku już nic nie wskóram, idę dalej. A największego chyba kopa ostatnio dał mi mały smarkul na rowerze. Szedłem do sklepu nieświadomy, że już zamknięte, więc on na całą ulicę żeby mi drogi oszczędzić "proszę pana, już zamknięte!" Szczerze mówiąc, nie zrobiłoby to na mnie większego znaczenia gdyby nie to, że to wykrzyczał. Naprawdę znikomy procent ludzi bierze mnie za kobietę. Raz musiałem się nawet tłumaczyć z karty płatniczej, że niby nie moja ;)

Mama swoje fochy ma, ale, gdy odwiedzając mnie w domu, mówi przy wszystkich i z pełną świadomością swoich słów "tu brakuje kobiecej ręki" to jak ja się na cokolwiek gniewać mogę?

Dobrałem się do babcinego strychu, pozabierałem mnóstwo książek, które należały do mojego Dziadka. Była tam też jedna o hodowli kaktusów a z racji, że wielka sympatia do tych roślinek jakimś cudem udzieliła mi się po Nim, zabrałem się do tego "ciut bardziej" i mam kilka nowych maleństw na stanie w doniczkach. Czasem zadziwia mnie ile mam z Dziadkiem wspólnego...

Sam też się zmieniam, działam. Gram, ale nie tyle co wcześniej, przyjaciele uszczuplili trochę mój czas na to :) W sumie dobrze, zamiast marnować czas na usiłowanie zrobienia czegokolwiek, z bratem zmieniliśmy serwer w World of Warcraft i od razu jakość gry się zmieniła. Gram konkretniej, potrzeba mnie to jestem, nie mam czasu - ktoś mnie zmienia, ja załatwiam swoje sprawy. Nie jestem osobą spajającą, teraz 25-osobowy, nie dziesiątkę, raid. Beze mnie sobie poradzą, ze mną jest jeszcze lepiej. Więcej ludzi, którym się chce coś osiągnąć to jest to. No i zamiast siedzieć jak baran przed monitorem uczę się, uwaga, gry na gitarze. Powoli bardzo, ale całkiem nieźle mi idzie. I biegam. Cztery razy w tygodniu, w pozostałe dni drobne ćwiczenia i spacery. Naprawdę świetna rzecz! Kupiłem sierpniowy Men's Health, jest tam kilka fajnych ćwiczeń na pozbycie się mięśnia piwnego. A wbrew pozorom on jest i to spory, jestem po prostu cwany i umiem go schować pod ubraniem ;) Odstawiłem chwilowo język norweski, zajmuję się przywróceniem mojej znajomości niemieckiego do stopnia jako-tako-komunikatywnego. Do norweskiego wrócę za jakiś czas. Miałem rysować, ale coś mi nie idzie... w sensie, na to już chyba zabrakło czasu, hehe.

Wprowadziłem w życiu system GTD, bardzo mi pomaga ogarnąć ten rozrastający się rozgardiasz. Zwłaszcza teraz, gdy zabieramy się powoli za przygotowania do seminarium kursowego na psychologii. Kit, że pół roku przed samą seminarką, zależy nam na tym, żeby to było porządnie zrobione i ktoś się tym tematem zainteresował. Problem publikacji pod "nie-takim-jak-trzeba-imieniem" też się da prawdopodobnie ładnie rozwiązać.

Ech, muszę uważać żeby koleżankom poznanym przez Internet nie słodzić za bardzo, bo nawet jak się dowiadują, że jestem niski, gram w gry i statystycznie żadna sensowna partia ze mnie to i tak bardzo chętnie zapraszają mnie z byle powodu, albo pytają o "nocleg" gdyby były przejazdem w Trójmieście... Na razie napawam się urokami bycia singlem, jak przyjdzie czas to sobie jakąś piękność upoluję :>

I tak... Patrzę po starych wpisach i jako, że mam jaja (przynajmniej te mentalne, jak to Przyjaciółka zwykła mówić), zamierzam właśnie przyznać się do błędu. Strasznie, strasznie, strasznie mi głupio i wstyd za te notki, które pojawiały się od listopada. Byłem cipą. Dorosłem i już nie jestem, przynajmniej nie w takim stopniu jak wtedy. Najchętniej bym je usunął, ale niech zostaną i przypominają mi, że nie było warto. Na pewno nie dla niej. I mam nadzieję, że to ostatni raz, gdy cokolwiek o niej piszę, uświadomiłem sobie, że jestem dużo bardziej szczęśliwy odkąd jej nie ma, nie męczy mnie emocjonalnie. Jestem wolny i niemal cały czas się uśmiecham :)

Trochę dużo tego wyszło... Muszę pisać częściej. Aha, standardowo - Ktosiu kim jesteś? Lubię wiedzieć czy to ktoś znajomy tu zawędrował, czy Internet podsunął komuś ten adres.