poniedziałek, 14 listopada 2011

Łódź, chaos, uczelnia, jeszcze więcej chaosu

Powinienem spać, wiem. Albo chociaż dokończyć pracę na zaliczenie z diagnozy inteligencji. Nie. Powiedziałem sobie, że dziś wreszcie napiszę notkę. A poza tym, wino źle wpływa na moje neurony.

Byłem w Łodzi. Efekt? Do dzisiaj cieszę się jak (pier***) gwizdek. Wyjazd z Przyjaciółką przed świtem żeby zdążyć choćby nie wiem co. W trakcie się okazało, że droga jakaś prędka i znaleźliśmy chwilę na drzemkę. Chwilę się rozglądaliśmy zanim znalazł się właściwy budynek (Poradnia Zdrowia Psychicznego i Patologii Współżycia, bosko...). Udało mi się dostać wcześniej. W gabinecie w sumie standardowo - przywaliłem z miejsca męskimi końcówkami tak, że lekarz nie zdążyła nawet w żeńskiej formie się zwrócić do mnie :P Z marszu wpisała właściwe imię w kartę, wywiad zebrała mniej czy bardziej standardowy (orientacje, zainteresowania, kto wie, co wie, takie tam). Wszystko w bardzo przyjaznej, chwilami żartobliwej lekko atmosferze. Wstępny plan jest taki, że za rok dostanę w mięśnia strzała z hormonami a za dwa wygonią mnie do sądu. W międzyczasie będę się rozglądał za pierwszą operacją. Czemu tak długo? Bo sądy bywają wredne i jeśli trwa to to krócej - potrafią robić problemy. Wszystko oczywiście zależy jak leży, ale tyle już czekałem, że nie chcę mieć jeszcze problemów w sądzie. Opinię, którą zdobyłem w Gdańsku skserowałem i sprezentowałem doktor, podobno bardzo się przyda. Jeden plus "ociągania się", hehe. Przyznałem się do Hashimoto, zarzuciłem wynikami - reakcja zerowa. Znaczy taka: "przed pierwszym wypisaniem hormonów skonsultuje się pan z endokrynologiem, później on przejmie leczenie hormonalne". Jak zwykle strach ma wielkie oczy jak widać :) Na następne spotkanie - życiorys emocjonalny. Już mam wystarczająco do pisania na studiach no :P Iiiii... dostałem w łapę skierowanie na kariotyp. Za free, wycyckam NFZta :P Myślałem, że terminy mają jakieś kolosalne a z pomocą Przyjaciółki zapisali mnie na początek grudnia (próbowała mnie wcisnąć jeszcze tego samego dnia). Udało mi się do doktor wcisnąć tego samego dnia co kariotyp, więc mam wizytę w sumie miesiąc po miesiącu. Następną chyba jednak zostawię sobie na "po sesji", wycieczka nietania przez dupowate PKP i PKS. A najlepsze, na koniec - coś przez co urosłem gdzieś do sufitu i prawie skakałem po korytarzu - stwierdzenie doktor, że jak dla niej jestem 99% mężczyzną i jedyne co trzeba zrobić to wykluczyć tylko ten 1% :) Tylko nie wiem jak ja się za to wszystko Przyjaciółce odwdzięczę. Kawał czasu i energii poświęciła... Więcej niż ktokolwiek inny. Z jednej strony mam chwilami poczucie, że powinienem się za to brać sam, bo to w sumie moja sprawa jest i nie mam prawa nikogo w to angażować, ale z drugiej strony szalenie cieszy obecność przyjaznej osoby, która się cieszy razem z tobą, szczerze, z własnej woli po Polsce się tuła... Już chyba wiem co zrobię.

Kobieta mojego wuja i jej córka mnie w ten weekend poznały. Niestety "nie tak jak trzeba". I jeszcze mieszkają całkiem niedaleko. Dostałem zaproszenie na herbatę. Miło, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że ją skądś znam... Mam trochę mieszane uczucia, bo w sumie było sympatycznie, ale... no właśnie. Tyle, że to "no właśnie" to tylko moja wina. Gdybym się zabrał do roboty w końcu, tak naprawdę to byłoby inaczej pewnie.

Przy okazji babcia poruszyła ze mną temat Grodzkiej, chciała się dowiedzieć co o tym sądzę. Albo nie wiem, jakoś nie chce mi się wierzyć, że nagle pomyślała, że "mam coś z tym wspólnego. W każdym razie dowiedziałem się tego co wydawało mi się od początku "oni wychowani tak, że płeć to to co w gaciach". Upraszczam oczywiście, ale tak to generalnie wygląda. Próbowałem coś tłumaczyć, na kilka ekstremalnych przykładów mocno się zdziwiła, ale "ona tak wychowana i nic nie poradzi". No cóż.

Psa już nie ma. Technicznie nie wiem czy w ogóle był, bo go nie widziałem. Ale jest inny. Inna. Wziąć?

Czy ja w ostatniej notce nie mówiłem czegoś o darmowym WoWie? No, prawie trafiłem... Kiedy urosnę w takim razie? :)